piątek, 11 listopada 2016

Rozdział 8




Sabrine zbiegła po drewnianych, skrzypiących schodach, niemal spadając z dwóch ostatnich. Przeklinając i złorzecząc na złośliwość rzeczy martwych, dotarła do kuchni, z której ulatniał się zapach smażonych jajek i bekonu. Z zadowoleniem zauważyła, że drewniana łyżka nakładała śniadanie na leżący na stole talerz. Po chwili wraz z pustą patelnią pofrunęły do zlewu, gdzie zostały wyczyszczone przez gąbkę i płyn do naczyń.
Sabrine usiadła na wolnym krześle i gestem przywołała do siebie widelec. Nim jednak zdążyła cokolwiek zjeść, do kuchni wpadł Dorian z najnowszym numerem Proroka Codziennego w ręku. Rzucił go na stół bez słowa, stukając palcem w pierwszą stronę. Jednak zamiast na nią Sabrine spojrzała czujnym okiem na swojego przyjaciela. Jego skóra na twarzy przybrała lekko zielony odcień, a usta zaciskały się w wąską linie, jakby zbierało mu się na wymioty.
Zaintrygowana tym dziewczyna rzuciła okiem na artykuł, opatrzony wielkim nagłówkiem: „Kolejny akt barbarzyństwa”. Tuż pod nim umieszczone zostało zdjęcie przedstawiające ulicę Pokątną przed Bankiem Gringotta we wczesnych godzinach porannych. Na całym widocznym obszarze lewitowały dynie, co nieco zdziwiło Sabrine. Do Nocy Duchów zostały jeszcze dwa tygodnie. Kolejnym niepasującym elementem, rzucającym się od razu w oczy, był zielony Mroczny Znak unoszący się na niebie.
Jedna z dyń nagle obróciła się na wietrze, przykuwając uwagę kobiety. Przyjrzała się jej dokładnie i wrzasnęła, podrywając się gwałtownie z miejsca i wywracając krzesło, na którym przed chwilą siedziała. Dopiero teraz uświadomiła sobie, co dokładnie widziała. To, co unosiło się nad ulicą, wcale nie było dyniami, ale oderwanymi od tułowia głowami. Ludzkimi głowami.
Wybiegła z kuchni i niemal wywarzając drzwi łazienki, dopadła do sedesu. Pochyliła się nad nim w odruchy wymiotnym, w duchu dziękując, że nie zdążyła  nic zjeść. Jej brzuch wywinął salto i podjechał pod gardło, próbując wydostać się na zewnątrz. Zakręciło jej się w głowie, więc zacisnęła oczy, starając się głęboko oddychać, ale na niewiele się to zdało. Nadal miała wrażenie, że za chwile zwymiotuje własnymi wnętrznościami.
Poczuła nacisk na plecach, co wywołało u niej wzdrygnięcie. Dorian kucnął przy niej i przyciągnął do siebie. Chciała go odepchnąć, ale jej ciało nie było zdolne do najmniejszego ruchu. Czarodziej widząc stan, w jakim nagle się znalazła, mocno się zmartwił. Nie spodziewał się po niej takiej reakcji. Zawsze uważał ją za twardą osobą, niepotrafiącą okazywać swoich uczuć. Dziewczyna potrafiła utrzymać kamienną twarz nawet w najtrudniejszych momentach. Zaistniała sytuacja przypomniała Dorianowi, że wbrew wszelkiemu wyobrażeniu, Sabrine była jedynie człowiekiem.
Chwilę zajęło jej doprowadzenie się do porządku. Przy pomocy Doriana podniosła się z ziemi i podeszła do umywalki. Przemyła usta wodą i obmyła sobie nią twarz, starając się przy tym nie spojrzeć w lustro. Nie chciała widzieć swojej bladozielonej skóry ani tęczówek, których prawie nie było widać, gdyż całe zakrywały rozszerzone źrenice. Miała świadomość tego, jak żałośnie wygląda – przerażona, na granicy histerii. Nie wiedziała, dlaczego zareagowała tak a nie inaczej na fotografię. W swoim życiu widziała już wiele makabrycznych scen. Zazwyczaj to Crucio wrzeszczała i wymiotowała, kiedy widziała coś tak okrutnego. Sabrine szydziła wówczas z niej, zupełnie nieporuszona.
– Kto umieszcza coś takiego w gazecie?! – wrzasnęła, kiedy w końcu odzyskała kontrolę nad głosem. – Przecież to czytają dzieci!
– Na zdjęciu było zaklęcie i ostrzeżenie przed zawartością. Trzeba było stuknąć w nie różdżką, żeby się pokazało – pospieszył z wyjaśnieniami, prowadząc ją do kuchni i pomagając z powrotem usiąść na krześle, który wcześniej przewróciła.
Sięgnął po gazetę, żeby Sabrine nie musiała więcej na nią patrzeć, ale kobieta była szybsza. Przesunęła ją do siebie, by przeczytać artykuł, jednocześnie pilnując się, żeby nie zerknąć w górę strony. Wystarczająco się skompromitowała.
Tekst nie zawierał szczegółów, a jedynie kilka znanych wszystkim ogólników. Nie potrzeba było śledztwa, by wiedzieć, kim są sprawcy i ich ofiary. Mroczny Znak na niebie obwieszczał, że jest to dzieło śmierciożerców, natomiast napisy na czołach brutalnie zamordowanych mówiły same za siebie: „szlama”, „zdrajca krwi”. Poza tym  nic więcej nie było wiadomo, a aurorzy badający sprawę zapewniali, że dołożą wszelkich starań, by więcej się to nie powtórzyło.
Sabrine odłożyła gazetę i przetarła ze znużeniem oczy. Wszystko odbywało się według podobnego schematu, jak we wszystkich tego typu akcjach ludzi Voldemorta: śmierciożercy dopuszczają się strasznej zbrodni, ale nikt nie wie, kim dokładnie są, ofiary to ludzie z wątpliwym statusem krwi bądź ich obrońcy, ministerstwo zajmuje się sprawą, zapewniając, że więcej do tego nie dojdzie, po czym mają miejsce jeszcze straszniejsze rzeczy.
Większość czarodziejów już dawno przestała wierzyć w zapewnienia ministerstwa i trudno było im się dziwić. Nastały czasy, w których ludzie bali się wychodzić z domów i nie ufali nawet własnym sąsiadom. Brutalne morderstwa i nagłe zniknięcia nikogo już nie dziwiliby, jednak nadal wywoływały potężną falę strachu. Ludzie bali się o siebie i swoich bliskich, modlili się, by nikt z ich grona nie znalazł się na liście zamordowanych.
Sabrine trudno było uwierzyć, że tego wszystkiego dokonał jedne człowiek. Wielu mówiło, że to ona nie ma serca i sumienia, jednak w porównaniu z nim była prawdziwym aniołem. Ona z całą pewnością nie miałaby w sobie tyle okrucieństwa, by dokonać czegoś tak okropnego. Przerażało ją to, ale mimowolnie, choć niechętnie przyznawała to sama przed sobą, czuła do czarnoksiężnika respekt i podziw. Musiał być naprawdę potężny, skoro zdołał sparaliżować całe społeczeństwo czarodziejów i to w tak krótkim czasie.
Ona również marzyła o potędze. Nie chciała władać światem jak Voldemort, ale pragnęła wzbudzać respekt i podziw w sercach innych ludzi. Tyle razy była poniżana i niezauważana, że pragnęła w końcu wznieść się ponad innych i dokonać czegoś wielkiego. Odkąd poznała Imperio i Crucio, żyła w przekonaniu, że razem osiągną ową wielkość i sławę. Choć postanowili w tej wojnie zachować neutralność tak długo, jak tylko się dało, Sabrine doskonale zdawała sobie sprawę, że jej przyjaciele marzą, by to oni byli tymi, którzy pokonają Czarnego Pana. Teraz wiedziała, że to nigdy się nie stanie. Jednak mimo wszystko Sabrine postanowiła, że społeczeństwo ją zapamięta. Jej przyjaciele nie żyli, ale ona tak. Co prawda nie osiągnie wielkości i sławy, zabijając Voldemorta, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby czarodzieje zapamiętali ją jako mordercę najpotężniejszego czarodzieja swoich czasów – Albusa Dumbledore’a.

***

Sabrine usiadła i z udawaną uwagą spojrzała na swoją matkę.
Zrób to, Sabrine. W ponaglającym głosie kobiety wyraźnie pobrzmiewało napięcie.
Dziewczyna teatralnie westchnęła i wyciągnęła przed siebie lewą rękę. Obróciła ją wierzchem do góry, drugą chwytając końcówkę rękawa. Zaczęła go pieczołowicie podwijać, wcale się przy tym nie spiesząc. Wiedziała, że to zdenerwuje kobietę. Miała też świadomość, że zachowuje się dziecinnie. Nie umiała jednak odmówić sobie patrzenia, jak jej rodzicielka coraz bardziej marszczy czoło i mruży oczy, by w końcu w dwóch krokach doskoczyć do córki, chwycić delikatną dłonią jej nadgarstek i z całej siły szarpnąć rękaw w górę. Do ich uszu dotarł dźwięk dartego materiału, a po chwili nieudolnie stłumione westchnienie ulgi.
To była jedna z moich ulubionych szat. Sabrine zmarszczyła nos z niezadowoleniem.
Oczywiście kłamała. Jej półki uginały się od podobnych kreacji, które były jej zupełnie obojętne. Nigdy nie przykładała wagi do ubioru, a już na pewno nie darzyła sentymentem żadnej z szat. Mimo wszystko postanowiła udawać śmiertelnie obrażoną. Już podniosła głowę, by popatrzeć na oblicze matki i rzucić kolejną sarkastyczną uwagę, kiedy dostrzegła wyraz jej twarzy.
Zaciśnięte w wąską linię usta wydawały się drżeć, a ich kąciki opadać ku dołowi. Do tej pory zmrużone oczy ciskające piorunami złagodniały i zwilgotniały. Blask, który prawie cały czas w nich gościł, zniknął. Kątem oka dostrzegła, że ręce kobiety drżą, a ona sama po chwili zaczęła się trząść. Nagle z jej ust wydobył się płaczliwy dźwięk przypominający krzyk rozpaczy, wściekłości i przeciągły jęk. W jednym momencie stała nad siedzącą na kanapie Sabrine, a w następnej złapała się za głowę, wybuchając płaczem.  Rzuciła się w stronę drugiej sofy i opadłszy na nią, zakryła twarz dłońmi, łkając.
Sabrine natomiast nadal siedziała zszokowana na kanapie. Wpatrywała się w kobietę, zawsze kojarzoną z nieugiętością i siłą - teraz szlochającą. Przed oczami dziewczyny stanął obraz małego, zagubionego dziecka, które obecnie przypominała kobieta. Zrobiło jej się żal matki. Nigdy nie spodziewała się, że zobaczy ją tak… kruchą.
Mamo? Wstała, ale nie zrobiła nawet kroku w stronę rodzicielki. Co się stało?
Kobieta wystrzeliła w górę jak błyskawica. W tym samym momencie rozległ się odgłos pękającego szkła. Waza stojąca nieopodal okna eksplodowała, zamieniając się w kupkę okruchów.
Sabrine odsunęła się instynktownie.
Co się stało? wrzasnęła pani Grich, wybałuszając zaczerwienione oczy na dziewczynę, którą zaskoczenie trwale wbiło w ziemię. To się stało! ryknęła i pokazała machnięciem ręki na nią. Ty się stałaś!
Nowe łzy wciąż wypełniały jej oczy i spływały po purpurowych policzkach, a twarz kobiety przybrała dziwny odcień szarości pomieszanej z czerwienią. Chwiejnym krokiem podeszła do barku i drżącymi dłońmi chwyciła butelkę Ognistej Whisky. Nalała sobie przeźroczystego płynu do wyciągniętego kieliszka, po czym opróżniła jego zawartość jednym haustem.
Sabrine przyglądała się matce z rosnącym przerażeniem. Zastanawiała się, kim jest ta kobieta, bo na pewno nie kimś, za kogo uchodziła. Pani Grich nienawidziła alkoholu i za żadne skarby nie wzięłaby go do ust. Była abstynentką z powodu swojego ojca, który nadużywał trunków, a wtedy stawał się naprawdę nieobliczalny. Pewnego dnia przesadził i dotkliwie pobił córkę. Ministerstwo odebrało mu wówczas prawo opieki nad nią i umieściło, wówczas szesnastoletnią dziewczynę, w mugolskim domu dziecka. Z tego powodu Sabrine nigdy nie poznała swojego dziadka. Babcia również pozostawała obca młodej kobiecie, ponieważ porzuciła męża i córkę kilka lat przed owym incydentem i uciekła.
Mamo?
Pani Grich nie odpowiedziała. Oparła się o barek rękoma i opuściła głowę pomiędzy barki. Miała zamknięte oczy i oddychała ciężko, jakby każdy wdech kosztował ją niebywały wysiłek.
Dlaczego musisz być taka trudna? warknęła.
W jej głosie dominował gniew i nienawiść. Sabrine zawsze czuła się niekochana i odrzucona przez rodzinę. Miała wrażenie, że jej bliscy boją się jej, ale dopiero teraz w pełni uświadomiła sobie, iż to nie jedyne uczucia, jakimi ją darzyli. W tamtym momencie dotarło do niej, że oni ją szczerze nienawidzą. To odkrycie wywołało ból w sercu, jakby niewidzialna ręka ścisnęła je z całej siły. Puszyła, jak po jej policzku spływa jedna, samotna, niechciana łza.
Mamo…
Chcemy z ojcem dla ciebie jak najlepiej. Dbamy o ciebie, staramy się naprowadzać na właściwą ścieżkę. Ty jednak robisz wszystko, żeby nam się nie udało. Obróciła się i spojrzała w twarz córki, która nagle przybrała wrogi wyraz. Dlaczego codziennie każesz nam się martwić, że staczasz się w ciemność? Dlaczego za każdym razem, kiedy wychodzisz, muszę martwić się o to, czy nie wrócisz z Mrocznym Znakiem na przedramieniu?
Sabrine zmrużyła oczy. Czuła, jak napełnia ją gniew, wypierając resztki współczucia i strachu o rozmówczynię. Także smutek opuścił ją, zabierając ze sobą nieprzyjemny uścisk na sercu.
Ani ja niczego ci nie każę, ani ty nic nie musisz – niemal wysyczała, zaciskając dłonie w pięści. Sama się nakręcasz i roisz sobie w głowie jakieś bzdety. Myślisz, że oddałabym się w służbę komuś, kto w każdej chwili może mnie zabić za niewłaściwe spojrzenie?
Pomimo że głos Sabrine nawet nie drgnął i powiedziała to pewnie, jej matka nie uwierzyła w żadne słowo. Czarownica doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Udało jej się przybrać maskę niewinności i wyrzutu na twarzy, jednak wewnątrz z każdą chwilą czuła coraz większy strach. Jej głowa pulsowała pod natłokiem tysiąca myśli, kolejnych kłamstw, ewentualnych ich konsekwencji i wszystkich najgorszych scenariuszy. Miała ochotę wrzasnąć na matkę, żeby się odczepiła i uciec spod jej czujnego oka. Wiedziała jednak, że to załatwiłoby sprawę tylko pozornie. W rzeczywistości takim zachowaniem przyznałaby matce racje.
Dlaczego tak bardzo nie chcesz dołączyć do Zakonu?
Nie spodziewała się tego pytania. Przez chwilę wpadła w popłoch, nie wiedząc, co odpowiedzieć i jednocześnie próbując ukryć swoje zdziwienie. Nie udało się jej jednak i pani Grich zauważyła na twarzy córki konsternacje, której zupełnie się nie spodziewała. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że nigdy nie zapytała jej o to, co myśli na dany temat. Z góry zakładała najgorsze, patrząc na swoje dziecko przez pryzmat wiszącej nad nim przepowiedni. Przepowiedni sprawiającej, że za wszelką cenę wraz z mężem próbowali zmienić Sabrine, tak naprawdę nie zadawszy sobie trudu, by ją rzeczywiście poznać.
Również Sabrine w tamtym momencie zdała sobie z tego sprawę, z jedną tylko różnicą – ona nie miła pojęcia o owej przepowiedni. Jej rodzice za wszelką cenę chcieli zachować ją w tajemnicy. Tę, jak i wiele innych.
Czy świat dzieli się na Zakon i śmierciożerców? spytała, starając się, by jej głos brzmiał pewnie i opanowanie.
Sabrine twardo patrzyła w oczy kobiety, które przybrały dziwnego wyrazu. Nie mogła wiedzieć, że jej matka jest bliska kolejnemu napadowi rozpaczy i wściekłości, ale tym razem wymierzonej w nią samą a nie w jej córkę. Pani Grich była zła na siebie, że aż dotąd ślepo podążała za radami Dumbledore’a, nie zauważając nawet, że przez nie powoli traci swoje dziecko, które tak bardzo chciała chronić.
Boję się o ciebie szepnęła tak cicho, że Sabrine uznała, iż wyobraźnia płata jej figle. Dumbledore walczy w dobrej sprawie – dodała po chwili, ale zabrzmiała tak, jakby chciała przekonać nie tylko Sabrine, ale również siebie. – Broni mugoli i mugolaki. Chyba nie uważasz, że powinno się ich tępić? – spytała niepewnie, łamiącym się głosem, bojąc się odpowiedzi.
Nie mam nic do szlam i… zamilkła, zdając sobie sprawę z tego, że w przypływie złości straciła czujność i popełniła ogromny błąd.
Szlam?
Sabrine przeklęła swoją głupotę.
Przepraszam powiedziała trochę zbyt pospiesznie, za co znowu się skarciła.
Coraz lepiej, nie ma co. Za chwilę uzna mnie za śmierciożercę i nie da nic powiedzieć. Odeśle mnie do Azkabanu. Może przynajmniej dowiem się tam czegokolwiek o tym tajemniczym więźniu?
 Slytherin miał na ciebie zły wpływ. Żaden Gryfon tak by nie powiedział! Każdemu człowiekowi należy się szacunek…
– Wiem! – krzyknęła zdenerwowana, przerywając matce. – Wiem, mamo! Też tak uważam. Jestem po prostu wściekła, bo po raz kolejny zaczynasz kłótnię o nic. Nie dołączę do Zakonu. Nigdy.
Słowa córki uderzyły w kobietę, sprawiając jej ból. Ton głosu Sabrine przesycony był nienawiścią i wstrętem; zupełnie jakby dziewczyna już dokonała wyboru. Pani Grich poczuła, jak jej ciało zalewa zimna fala strachu na myśl, że jej dziecko mogłoby służyć komuś takiemu jak Voldemort. Nie wiedziała, kto w szeregach Czarnego Pana dostaje znak a kto nie. Być może Sabrine jeszcze go nie otrzymała i dlatego nie znalazła go na jej przedramieniu. Sama myśl o tym przyprawiła kobietę o szybsze bicie serca. 
Dużo zawdzięczamy Albusowi i Zakonowi. Chyba pamiętasz, że to dzięki niemu twój ojciec żyje, prawda?
Musiała. Musiała za wszelką cenę sprawić, żeby jej córka wróciła na właściwą drogę. Jeżeli Sabrine planowała oddać się na jego służbę, to ona była gotowa dołożyć wszelkich starań, by zmieniła zdanie i szczerze chciała dołączyć do Zakonu Feniksa. Natomiast jeżeli dziewczyna już stanęła po jego stronie, wówczas zrobi wszystko, żeby się „nawróciła” i ochroni ją przed gniewem Voldemorta, choćby miała za to przypłacić życiem.
Sabrine pamiętała opowieść ojca o tym, jak dwadzieścia cztery lata temu włóczył się po pewnym lesie i natknął na grupę centaurów. Było to wyjątkowo nieprzyjazne plemię, które wzięło go za kłusownika, w związku z czym go zaatakowało. Związali mu ręce sznurem i trzymając za jego końcówkę, zmusili mężczyznę, by biegł za nimi. Przerażonego, z kołaczącym sercem i słaniającego się na nogach postawili przed radą i skazali na śmierć. Jedynie dzięki temu, że Dumbledore wstawił się za nim i przekonał centaury o jego niewinności, udało się ocalić ojca Sabrine. Dziewczyna zastanawiała się, skąd dyrektor wiedział, gdzie szukać jej rodzica. Raczej wątpiła, by miał w mózgu radar, mówiący mu, kto i gdzie potrzebował pomocy.
Sabrine!
Zamrugała i wróciła do rzeczywistości. Popatrzyła w oczy kobiety i zdziwiła się. Po raz kolejny miały dziwny wyraz, inny niż wcześniej. Tym razem Sabrine zdawało się, że dostrzegła w nich determinację i nadzieję.
Przykro mi, ale to nic nie zmienia. Dumbledore może zrobił wiele dobrego dla innych, ale z całą pewnością nie dla mnie.
Pani Grich poczuła, jak kilka łez spływa po jej twarzy. Dostrzegła także w twarzy córki upór, który sprawił, że chciała wybuchnąć płaczem. Nie mogła jej stracić. Musiała zrobić coś, co uchroni Sabrine przed ciemnością i przed Voldemortem.
Wiedziała, co powinna zrobić. Dumbledore ciągle odradzał jej i mężowi tę decyzję, ale nie mieli wyboru. To była ostatnia szansa, żeby pomóc dziewczynie. Poza tym, jak dotąd, żadna z rad Albusa nie przyniosła im pożytku, a jedynie sprawiła, że oddalili się od swojego dziecka.
Może mąż przekona cię do zmiany decyzji. Mam nadzieję, że Feliks wybije ci z głowy wszystkie bzdury, które wbił ci do głowy Slytherin.
Co? – Sabrine popatrzyła na matkę z niedowierzaniem i przerażeniem.
To co słyszałaś. Wychodzisz za Feliksa za miesiąc.
Co? powtórzyła dziewczyna.
Starsza czarownica obrzuciła ją zrezygnowanym spojrzeniem, nie do końca pewna słuszności swojej decyzji, i nie zawracając sobie głowy odpowiedzią, wyszła z pokoju. Musiała powiadomić o wszystkim męża. On już od dłuższego czasu namawiał ją do tego kroku, twierdząc, że to najlepsza z możliwych opcji. Miała nadzieję, że tak właśnie było. 
Pozostawiana sama sobie Sabrine chwilę stała sparaliżowana strachem i niedowierzaniem. Miała wrażenie, że śpi i śni jej się koszmar. Zdawało jej się, że to piekielne déjà vu. Już kiedyś usłyszała podobną wiadomość; tamtym razem wypowiedzianą ustami ojca. Wówczas natychmiast powiadomiła o niej przyjaciół i wspólnie zdecydowali, że po zakończeniu szkoły wyjadą, nie zważając na decyzję Grichów. Teraz jednak nie mogła tego zrobić. Nie miała z kim uciec przed zaistniałą sytuacją. Brutalnie pozbawiono ją wsparcia przyjaciół.
Nie. Nie. Nie. To słowo nieustannie pojawiało się w jej głowie, wypierając pozostałe myśli. Miała wrażenie jakby jej głowa była pustą skorupą, a ten wyraz trzepotał się w niej jak mały ptaszek uwięziony w klatce i szukający z niej wyjścia.
Dlaczego znowu? Co ja takiego zrobiłam?
Odpowiedź podsunął jej wkurzający głosik Crucio w jej głowie.
Zostałaś śmierciożercą, traktujesz rodzinę jak zbytek łaski i znikasz na całe dnie. To wystarczające, nie uważasz?
Nie. Nie uważała tak.

***

Tę noc Sabrine po raz kolejny spędziła poza domem. Tym razem jednak nie mogła liczyć na gościnę Doriana. Wieczorem wracał jego wuj, który nienawidził gości i ledwo co tolerował w swoim domu obecność siostrzeńca. Robił to tylko dlatego, że chłopak pomógł mu i zaopiekował się nim, kiedy ten chorował na smoczą ospę. Miał więc wobec Doriana dług wdzięczności. Gdyby nie on, już dawno wyrzuciłby młodego mężczyznę z domu. Stary czarodziej był bowiem typem odludka, nienawidzącego wszystkich i wszystkiego, co zakłócało jego wymarzony spokój.
Sabrine, z braku innych możliwości, postanowiła przenocować w Dziurawym Kotle. Nie był to najlepszy pomysł, gdyż jej zapas galeonów niebezpiecznie się skurczył, odkąd przyłączyła się do śmierciożerców. Większość jej pieniędzy przeznaczona została oczywiście na eliksiry wzmacniające i lecznicze – niezbędne po sesji Cruciatusów albo innych, parszywych zaklęć. Zazwyczaj, gdy potrzebowała wywarów, szła do Imperia, który potrafił uwarzyć każdy, nawet najtrudniejszy eliksir. Ona sama miała do tego dwie lewe ręce, a jej mikstury przypominały bardziej kolorowe błoto niż cokolwiek innego. Teraz jednak nie pozostało jej nic więcej, jak zaopatrywać się w nie w magicznej aptece.
Dziurawy Kocioł był prawie pusty, kiedy do niego weszła. Znajdowało się tam jedynie kilka siedzących z dala od siebie czarodziejów. Jeden z nich, zajmujący miejsce tuż obok wejścia, zdawał się przysypiać, drugi, wyraźnie podchmielony, nucił pod nosem jakąś bliżej nieokreśloną piosenkę. Trzeci, i ostatni, siedział w kącie z zarzuconym na głowę kapturem i opatrywał swój zakrwawiony nadgarstek. Na stoliku przed nim stała otwarta butelka Dyptamu.
Sabrine szybko zapłaciła za nocleg, z niezadowoleniem zauważając, że w sakiewce zostały jej jedynie dwa galeony i kilka sykli. Musiała w najbliższym czasie coś z tym zrobić. Za żadne skarby świata nie chciała żebrać pieniędzy od rodziców – miała swój honor. Poza tym pewnie i tak nie daliby jej nawet złamanego knuta, a jej prośba wywołałaby jedynie niewygodne pytania o to, skąd brała pieniądze do tej pory, a tym nie zamierzała się dzielić.
Otworzyła pokój, który jej wynajęto i z zadowoleniem stwierdziła, że jest dużo czystszy i przytulniejszy niż reszta pubu. Od razu rzuciła się na łóżko, rozciągając ramiona i wdychając przyjemny zapach eliksiru do czyszczenia pościeli. Pachniał kwiatami i trawą zroszoną deszczem, co przywiodło jej na myśl wiosnę na błoniach Hogwartu. Zamek natomiast przywołał w jej umyśle obraz jej ukochanych przyjaciół, sprawiając tym samym ogromny ból w okolicach serca – silniejszy niż ten, który czuła podczas rozmowy z matką.
W jednej chwili Sabrine ogarnął ogromny smutek i żal, które niespodziewanie zaatakowały ją z ogromną siłą. Jej oczy zaszkliły się,  z ust wydarł się cichy jęk, a ciało bez udziału woli zwinęło się w kłębek. Przez chwilę dziewczyna dzielnie walczyła z rozpaczą i cierpieniem, nie chcąc okazywać słabości nawet sama przed sobą. W końcu jednak przegrała i wybuchła niepohamowanym płaczem.
Pierwszy raz w życiu czuła się tak bardzo samotna i skrzywdzona. Miała wrażenie, jakby ktoś wyrwał jej serce i rzucił je smokom na pożarcie. Rozpacz i uczucie beznadziei sprawiały jej fizyczne cierpienie. Bolał ją każdy kawałek ciała i z całą pewnością mogła stwierdzić, iż nawet Cruciatus byłby lepszy w porównaniu z tym, co wówczas przeżywała. Niewidzialny ogień nienawiści, smutku i samotności trawił ją od środka, a ona nie mogła na to nic poradzić. Jedyne do czego była zdolna, to wylewanie z siebie potoków łez przez całą noc.

***

Był środek nocy. Zakapturzona postać przedzierała się przez leśny gąszcz w nie do końca znanym sobie kierunku. Wiedziała jedynie, że musi podążać na północny zachód, toteż właśnie tam szła, pomagając sobie Zaklęciem czterech stron świata. Liczyła, iż na miejscu będzie na nią ktoś czekał i nie zostanie zmuszona do błąkania się po upiornym lesie w całkowitych ciemnościach.
Nagle coś oplotło się wokół prawej kostki wędrowca i z całej siły szarpnęło nim, powalając na ziemię. Błysnęło czerwone światło, w blasku którego zakapturzonej postaci udało się dostrzec mackę diabelskiego sidła. Świadoma zagrożenia wycelowała w niewielką roślinę i wyszeptała słowa zaklęcia. Z jej różdżki wystrzelił snop ognia, godząc w pnącza, które natychmiast ustąpiły, oswobadzając ją.
Wędrowiec podniósł się z ziemi, w duchu ciesząc się, iż roślina była jeszcze młoda, a w związku z tym niewielka, toteż szybko się z nią uporał. Nie chciał jeszcze bardziej spóźnić się na spotkanie przez walkę z zielskiem.
Ruszył dalej, uprzednio wyczarowując kulę światła, lewitującą przed nim i oświetlającą mu drogę. Ostrzegano go, by tego nie robił, gdyż mogłoby to przyciągnąć czyjąś uwagę, a spotkanie, na które był już spóźniony, musiało pozostać tajemnicą. Postanowił jednak zignorować ową radę, nie chcąc ryzykować wplątaniem się w większe tarapaty. Odkąd wszedł do lasu zdążył już natrafić na kilka niebezpiecznych istot, które omal nie pozbawiły go życia przez to, iż w ciemnościach ich nie zauważył.
   Las stawał się coraz gęstszy, a jemu coraz trudniej było się przez niego przedzierać. Drzewa rosły w niewielkich odstępach od siebie, które porastały mniej lub bardziej kłujące i nieustępliwe krzew. Rośliny posiadałt ostre gałązki, a czasami także ciernie bądź kolce, kaleczące go i szarpiące jego strój. Szata wędrowca przypominała wówczas bardziej poszarpany i brudny kawałek zwykłej szmaty niż jakiekolwiek ubranie. Nie wyobrażał sobie, w jaki sposób miałby pokonać gęstwinę bez światła i używania zaklęć. Oczywiście starał się czarować tak, by wykorzystać jak najmniejsze ilości mocy, aby pozostać niezauważonym przez leśne istoty.
Cały las wyglądał upiornie, ale najbardziej niepokojące w nim było to, że nie tętnił życiem, jak to zazwyczaj bywa w takich miejscach. Od pewnego czasu panowała tam niemal absolutna cisza, nieprzerywana ani pohukiwaniem sowy, ani szelestem liści czy trzaskiem łamanych gałązek. Las wydawał się wymarły. Nawet tajemnicza postać nie wydawała żadnych odgłosów, gdyż przed wejściem w knieje rzuciła na siebie zaklęcie powodujące bezszelestne poruszanie się.
Tułacz po kwadransie z zaskoczeniem, ale także i z niewyobrażalną ulgą, stwierdził, że las się przerzedza. Po chwili jego oczom ukazała się niewielka polana oświetlona jedynie światłem miliona gwiazd. Trwał nów, więc próżno było szukać na ciemnym nieboskłonie tarczy księżyca, co z jednej strony ułatwiało zachowanie spotkania w tajemnicy, z drugiej jednak utrudniało dotarcie na nie.
– Spóźniłeś się, Albusie Dumbledorze.
Czarodziej niemal podskoczył z przerażenia, słysząc pozbawiony emocji głos po swojej lewej stronie. Stamtąd też wyłoniła się sylwetka potężnie zbudowanego centaura. Mężczyźnie nie udało się jednak dostrzec rysów jego twarzy, gdyż kiedy tylko ten wszedł na polanę, kula światła zniknęła z cichym pyknięciem, pogrążając wszystko w jeszcze większym mroku.
– Wybacz, przyjacielu. Niełatwo było tutaj trafić.
Centaur przybliżył się, jednak dla Dumbledore’a nadal pozostał jedynie czarnym kształtem na tle ciemnego lasu.
– Wy, ludzie, nie jesteście przystosowani do życia w lesie – stwierdził, ale Dumbledore miał wrażenie, iż te słowa nie zostały skierowane do niego. – Tak samo jak my nie jesteśmy przystosowani do życia tam, gdzie wy. Może w takim razie rzeczywiście głupotą jest łączenie naszych spraw z waszymi.
Dumbledore zmarszczył czoło, słuchając nie do końca jasnych słów centaura, który patrzył w bok i zdawał się zamyślony, jakby nie do końca był pewien, czy postępuje słusznie. Albus nie zamierzał czekać, aż ten się rozmyśli i każe mu wracać, skąd przyszedł. Ze skupieniem szukał słów, które przekonałyby jego towarzysza do wyjawienia celu tego spotkania.
– Czasami istnienie dwóch światów jest współzależne. Wtedy pewne sprawy stają się wspólnymi dla obydwu – powiedział w końcu czarodziej.
 Centaur przeniósł wzrok na Dumbledore’a.
– Twierdzisz, że czarodzieje są potrzebni, żeby istniały centaury?
– To w głównej mierze czarodzieje utrzymują magiczny świat w tajemnicy przed mugolami, dzięki czemu centaury nie muszą przejmować się tak przyziemnymi sprawami jak bezpieczeństwo. Mogą oddać się temu, co według nich jest ważne. Może nie jest to niezbędne, jednak musisz przyzna, że wygodniejsze.
Centaur zrobił kilka kroków, czemu towarzyszyły ciche uderzenia kopyt o pokryte mchem podłoże. Dokładnie analizował słowa rozmówcy, interpretując ich sens i dopatrując się podstępu, którego jednak nie znalazł. Wiedział, że Albus Dumbledore nie należał do ludzi chcących zagłady jego gatunku. Był godnym zaufania czarodziejem, a do tego niezwykle potężnym.  Właśnie dlatego to jego wybrali. Tylko on mógł podołać zadaniu, jakie go czekało.
Po chwili centaur skinął głową, czego Dumbledore nie zauważył w ciemności.
– Moi rodacy uważają, że nie powinniśmy dzielić się z wami, ludźmi, tą informacją, jednak niektórzy z nas sądzą inaczej. To nie tylko zagraża nam, ale również innym. Nie mamy prawa zatrzymywać tego dla siebie. – Znowu brzmiał, jakby mówił do siebie, co nieco zirytowało Albusa.
Przez chwilę panowała zupełna cisza, ale czarodziej postanowił jej nie przerywać, cierpliwie czekając, aż centaur podejmie temat. Ten jednak spojrzał w niebo, jakby chciał wyczytać z niego, czy dobrze postępuje.
Kto wie, może gwiazdy właśnie udzielają mu rady? – przemknęło przez myśl Dumbledorowi.
Czarodziej nigdy nie uważał wróżbiarstwa za coś pożytecznego. Sądził, iż to bzdury, dlatego nie był za tym, by uczono tego przedmiotu w Hogwarcie. Na świecie żyło niewielu prawdziwych jasnowidzów, poza tym wątpił, by dało się przewidzieć przyszłość. Według niego była ona uzależniona nie od gwiazd czy fusów na dnie filiżanki, ale od ludzkich wyborów i decyzji.
– Od kilku lat na niebie pojawiają się znaki zwiastujące coś strasznego.
Niespodziewane przerwanie ciszy sprawiło, że zaskoczony Dumbledore nieco się przestraszył. Powoli zaczął przyzwyczajać się do wszędobylskiej ciszy, a jakikolwiek dźwięk w tym miejscu wydawał mu się niewskazany.
– Początkowo były one pojedyncze, teraz jednak, patrząc na nie z perspektywy czasu, widać, iż wszystkie się łączą w całość. W przepowiednię.
Ponownie zapanowało między nimi milczenie.
– Od lat gwiazdy mówią o nadejściu dziecka bez serca i sumienia. Bez nich będzie bardzo potężne, ale z nimi – niezwyciężone. Towarzyszyć mu będzie bazyliszek i jednorożec, a feniks będzie należał do niego. Dziecko to przyniesie ciemność i strach, Albusie Dumledorze. Zniszczy cały czarodziejski świat, jeżeli ktoś go nie powstrzyma.
Coś zaszeleściło. Było to tak dziwne w tym miejscu, iż zarówno w sercu centaura jak i czarodzieja wzbudziło lęk. Ten pierwszy rozejrzał się niespokojnie, stąpając z nogi na nogę. Oboje natychmiast pojęli, iż ich spotkanie dobiegło końca.
– Pamiętaj, Albusie Dumbledorze. Bez serca i sumienia będzie można je zniszczyć, z nimi – nigdy.
Po swoich ostatnich słowach centaur ruszył w ciemny gąszcz. Tętent kopyt został stłumiony przez miękki mech porastający polanę, dzięki czemu miało się wrażenie, iż magiczne stworzenie było jedynie cieniem – cichym i niewidocznym w ciemnościach.
Wszystko wokół rozmyło się i zmieniło w nicość, by po chwili przeobrazić się w gustownie urządzony salon. Na kwiecistej kanapie siedziały dwie kobiety. Starsza z nich właśnie kładła swoją pomarszczoną dłoń na zaokrąglonym brzuchu młodszej. Gdy tylko to uczyniła, jej uśmiech zamarł na jej ustach, a oczy zamgliły się.
Gospodyni z rosnącym przerażeniem próbowała odsunąć się od gościa. Jednak powstrzymały ją słowa wydobywające się z ust kobiety:

Oto dla ciemności urodzi się dziecko przepełnione światłem…
Ono może dać moc temu, który naznaczy drugiego równym sobie...
I pozbawić mocy tego, który ją miał do pokonania drugiego…
Oto urodzi się dziecko, które zabije ukochana ręka.

Staruszka zamrugała. Pierwsze, co zobaczyła to para przerażonych, wlepionych w nią czekoladowych oczu. Ich właścicielka niemal natychmiast odsunęła się i instynktownie złapała się za brzuch w opiekuńczym geście. Otworzyła usta, by coś powiedzieć, kiedy nagle oczy staruszki ponownie się zamgliły, a całe jej ciało zesztywniało.

W najczarniejszą noc w roku nadejdzie istota zdolna zmienić losy świata…
Zaiste straszna ona, gdyż pozbawiona zarówno serca jak i sumienia…
Znajdzie je jednak w tych, którzy szczerze ją pokochają…
Pozbawiona ich zginie, przeżyje jednak, gdy oni zostaną…

Wszystko ponownie się rozmyło, a następnie pojawiło się kolejne miejsce. Była to Gospoda pod Świńskim Łbem – obskurny i mało przyjemny pub w Hogsmeade, składający się tylko z jednego pomieszczenia. W jego wnętrzu panował półmrok, gdyż niewielkie, zabrudzone szyby nie przepuszczały zbyt wiele światła. Gruba warstwa kurzu i brudu pokrywała także kamienną podłogę. Porozstawiane na grubo ciosanych stołach ogarki oraz znajdujący się w rogu kominek, ani trochę nie sprawiały, że gospoda stawała się przytulniejsza. Także zapach pozostawiał wiele do życzenia, bowiem w całej gospodzie śmierdziało starym capem.
Albus Dumbledore rozejrzał się po pubie brata, aż w końcu jego wzrok natrafił na jedynego gościa – ciężarną kobietę. Raźnym krokiem podszedł do niej i, przywitawszy się grzecznie, usiadł naprzeciwko niej.
– Czym mogę ci służyć, droga Marie? – zapytał, uśmiechając się uprzejmie.
Kobieta była zdenerwowana. Cały czas miętosiła w wyciągniętych na stoliku dłoniach chustkę, której już kilkukrotnie musiała użyć do wytarcia załzawionych oczu. Czarodziej spostrzegł, że jej usta i dłonie drżą, jakby z całych sił próbowała powstrzymać szloch. Mimowolnie poczuł obawę o dziecko, które nosiła pod sercem. Wiedział, jak bardzo ona i jej mąż go pragnęli i z niecierpliwością czekali na jego narodziny. Miał nadzieję, że ciąża nie była zagrożona i płód rozwijał się prawidłowo.
Skrzypnęły drzwi i do gospody wszedł mężczyzna. Miał na sobie długi, sięgający ziemi płaszcz, który ociekał wodą. Dumbledore zdziwił się widząc to, gdyż na zewnątrz nie padało, wręcz przeciwnie – świeciło słońce. Przybysz wyciągnął różdżkę i jednym machnięciem osuszył się, po czym podszedł do starszego czarodzieja i kobiety. Ta ostatnia zdawała się nie zauważyć go. Dopiero kiedy jego ramiona objęły ją czule, wzdrygnęła się, jakby dopiero teraz ocknęła się z trasu, i popatrzyła na niego pustym wzrokiem. W międzyczasie ten zdążył przywitać się z Dumbledorem.
  Zatem, co mogę dla was zrobić? – spytał dyrektor, przenosząc wzrok z kobiety na jej męża i  z powrotem.
– Albusie – mężczyzna zawahał się, a jego głos lekko się załamał – chodzi o nasze dziecko.
Kobieta jęknęła cichutko i wtuliła się w męża. Ten jedynie wzmocnił uścisk, zakreślając kciukiem koła na jej ramieniu, próbując tym samym dodać jej otuchy. Sam jednak stał na skraju załamania. Miał wrażenie, że cały jego idealnie poukładany świat nagle stanął na głowie, a on był bezradny i nie mógł nic zrobić, by przywrócić pierwotny porządek. Jego jedyna nadzieja i szansa siedziała w tym momencie przed nim, świdrując ich niebieskim spojrzeniem przepełnionym troską i niepokojem.
– Czy coś nie tak z nim?
– Nie do końca. – Mężczyzna zamknął oczy i potarł je dłonią. – Zapewne znasz Kasandrę Trelawney?
Dumbledore przytaknął. Sędziwa kobieta była światowej sławy jasnowidzem, a ponadto dobrą znajomą babki siedzącej przed nim kobiety. Na jej wspomnienie poczuł lekką ulgę. Jeżeli czarownica była zamieszana w tę sprawę, to istniało duże prawdopodobieństwo, iż chodziło o jakąś przepowiednię, a te uważał za stek bzdur.
– Odwiedziła nas ostatnio – kontynuował mężczyzna. – Podczas jej wizyty zdarzyło się coś dziwnego. Kiedy dotknęła brzucha Marie…
Czarodziej wziął wdech, po czym w błyskawicznym tempie streścił cały przebieg wizyty, jakby bał się, że jeśli powie to zbyt wolno, to pominie coś ważnego. Starał się przekazać Albusowi wszystko, co poprzednio kilkukrotnie powtórzyła mu roztrzęsiona żona. Dumbledore słuchał uważnie, ze zmarszczonym czołem. Nagle przypomniało mu się wydarzenie sprzed trzech lat i dziwne spotkanie z centaurem. On także mówił mu o dziecku bez serca i sumienia, które miało je odnaleźć i stać się niepokonane.
– Albusie – cichy, płaczliwy głosik Marie wyrwał Dumbledore z rozmyślań. – Musisz nam pomóc. Ta przepowiednia nie może się spełnić – jęknęła, a po jej bladych policzkach spłynęły kolejne łzy.
– Przepowiednie nie muszą się spełniać, Marie – powiedział łagodnie Dumbledore, wyciągając dłoń i kładąc ją na przedramieniu kobiety. – Nasza przyszłość zależy od nas, nie od słów wieszczki. Nikt nie rodzi się bez sumienia i serca. To nieodłączny element ludzkiego życia…
– Tak bardzo się boję, Albusie…
Czarodziej uśmiechnął się do niej pokrzepiająco, jednak ten uśmiech nie obejmował oczu, które wymieniły porozumiewawcze spojrzenie z tęczówkami młodszego mężczyzny. Poprosił, by Marie przekazała mu swoje wspomnienie z owej wizyty, które zawierało wszystkie słowa obu przepowiedni. Kiedy je otrzymał, pożegnał się z małżeństwem i wyszedł ze Świńskiego Łba, kierując się do Hogwartu. Tylko on wiedział, że słowa małżeństwa wywołały w nim wielki niepokój. Fakt, iż to samo proroctwo przepowiedziały zarówno centaury jak i czarodzieje, było wielce niepokojące.
Sceneria ponownie rozmyła się i po raz kolejny miała przeobrazić się w inną, jednak przeszkodziło temu pukanie do drzwi. Albus Dumbledore wyprostował się, wynurzając głowę z myślodsiewni. Z nutką irytacją pospiesznie ukrył naczynie, postanawiając dokończyć przeglądanie wspomnień kiedy indziej.

---

Oto następny rozdział, tym razem z aktualną datą. Szczerze mówiąc, początkowo miał wyglądać zupełnie inaczej. Jednak ta wersja chyba najbardziej mi się podoba, chociaż mam pewien niedosyt. Strasznie trudno się go pisało, szczególnie początek, i mam wrażenie, że nie jest zbyt dobry. Ocenienie go jednak pozostawiam Wam i jak zwykle proszę o komentarze. Przypominam też o ankiecie, o której wspominałam już pod ostatnim postem.
Życzę miłego czytania :)

57 komentarzy:

  1. Rozdział bardzo mi się podobał. Polubiłam Sabrine, wydaje się być miłą osóbką. Trochę jej współczuję, ponieważ kocha Toma a on nie umie kochać.
    Mino wszystko, czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sabrine zapewne udusiłaby Cię, za nazwanie jej "miłą osóbką" :D Na razie to ona jeszcze go nie kocha ;)

      Usuń
    2. Ups... Nie chciałam. Pewnie Sabrine szykuje dla mnie serię tortur xD.

      Usuń
    3. Oj tak xD Strzeż się xD

      Usuń
  2. Hejka ^^
    Cóż, akurat moim zdaniem rozdział jest spoko, chociaż masz rację, czegoś tu brakuje... No, ale skupmy się na pozytywach.
    pierwszy raz byłam w stanie w pełni skupić się na rozdziale, yay!
    Bardzo, bardzo mi się podoba rozmowa Sabrine z matką. Emocje, atmosfera i sam dobór słów był dla mnie idealny. Szczególnie emocje pani Grinch wydały mi się interesujące... mam nadzieje, że będzie więcej takich rozmów.
    Oficjalnie shippuje Doriana z Sabrine! I żadna matka mi ich nie rozdzieli,pff! Mowy nie ma nawet!
    Na początku miałam zgrzyt z tą retrospekcją. Zastanawiałam się, czy to nie są wspomnienia pani Grinch, bo na to by wskazywała przepowiednia. Zaskoczyłaś mnie tym, że to były wspomnienia Dumbledore'a. Choć w sumie może to i dobrze?
    W każdym razie ja życzę weny i sił w przetrwaniu szkoły
    Sonia ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Nadrobilam już dwa rozdziały na Twoim blogu :D jeszcze tylko 10 xD

      Usuń
    2. Właśnie przed chwilą to ogarnęłam XD Ale spokojnie, po dodaniu ostatniego rozdziału "pierwszej"księgi robię sobie dwa/trzy tygodnie przerwy. Zdążę może zrobić te poprawki, które mi wytykasz w każdym rozdziale (nie narzekam, ja dziękuję, aby nie było). Tylko się nie załam tam po drodze... XD

      Usuń
  3. Heyo!
    Jak osoby wyżej, bardzo polubiłam Sabrine. W tym rozdziale nie uchodzi za najpotezniejsza ze wszystkich, dzięki czemu odetchnelam z ulgą. Jest bardziej ludzka (i posiada serce i sumienie ;d).
    Och ten Dumbledore. Jak zwykle musiał wszystko spieprzyc. Dowiedział się o przepowiedni, centaury mówiły o człowieku bez sumienia i serca, a ten dalej nie reaguje. Czyżby czekał na jakiś odpowiedni moment, aby zniszczyć to dziecko? Dlaczego nie zaczął wpływać na Sabrine (bo zakładam że to o niej mowa), kiedy była jeszcze w szkole? Rozumiem, izolowala się ze swoimi przyjaciółmi, ale Dumbledore mógł coś z tym zrobić...
    Pani Grich jest ciekawą osobą. Na początku jej szczerze nie lubiłam, ale tutaj... Cud, miód, malinka. Moje uczucia co do postaci zmieniają się jak w kalejdoskopie ;d
    Sama poczułam ten żal, który wydobywal się z pani Grich. Zalowala, że pozwoliła odsunąć się swojemu dziecku. Oby to jej otwarlo oczy na niektóre sprawy związane z Dumbledorem.
    A temu przyszłemu mężowi Sabrine to w mordę. Wybacz, musiałam.
    Czekam niecierpliwie na rozwój wypadków :) Nie mogę się również doczekać aż na scenę wejdą Huncwoci. Oby się tam jakoś polubili z Sabrine. Byłoby naprawdę miło <3
    Rozdział przeczytałam w trymiga :) Nawet nie wiem kiedy zlecial cały, a był przecież taki długi. Mogę szczerze powiedzieć, że to jak na razie mój ulubiony spośród wszystkich. Kiedy skończyłam czytać, miałam ochotę w coś przywalic, że to tak szybko koniec :D
    Pozdrawiam i weny życzę!
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zawsze musiałam o czymś zapomnieć. Szablon cudowny, choć jestem na komórce. Teraz całkowicie inaczej będę postrzegać Crucio, Avada Kedavra i Inperio :D

      Usuń
    2. Kuźwa, jeszcze jedno. Wybacz za ten spam, ale no xD Jak osoba wyżej shippuje Doriana i Sabrine. Nawet Voldemort może iść do piachu, ja chcę tę dwójkę! Są wspaniali <3

      Usuń
    3. Hahahhaha dzięki wielkie! Ale nie zakopuj mi Voldzia :'D Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że moje opowiadanie wywołuje tyle emocji!
      Co do Dumbledore'a... Na razie została zdradzona tylko część prawdy o nim :P W końcu przeglądanie wspomnień przerwano :D
      Ja o szablonie też zapomniałam xD Miałam zapytać, jak się podoba i nie zapytałam :D
      A i nie gniewam się za spam xD
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  4. Sabrina znajduje sie w kompletnym potrzasku. Z jednej strony orzeraza ja okrucieństwo. Z jednej strony ma to sumienie. Ale z drugiej, zapętlona w tej swojej chęci zemsty, nie moze myślec do
    Konca racjonalnie. Gdyby zabiła dumbledore'a, kto poprowadziłby czarodziejów do zwyciężania Voldemorta. Czy jej przyjaciele byliby z tego dumni? Watpię.
    Ale absolutnie najgorsze jest to, ze z powodu tych przepowiedni (tak! Wiedziałam! Swoją droga świetny opis szczegolnie z zakazanego lasu;a i prolog sie stał jasny :D) rodzice dziewczyny specjalnie ja odpychali i nie chcieli wysłać do higwartu,zeby z nikim nie nawiązywała bliższych relacji.ze pewniej tych samych pobudek Dumbledore zabił jej przyjaciół. Bo wg słów przepowiedni bez serca i sumienia da sie pokonać Sabrien. I to mozna zrozumieć,ale nie zaakceptować. Sam twierdzi, .ze przepowiednie nie sa jednoznaczne,w sensie,ze mozna cos z nimi zrobic.ponadto ktos potężny bez sumienia to chyba jednak Cos gorszego niz niezwyciężony ale z sumieniem. Z sumieniem Sabrine moze koniec końców nie przeciwstawić się. Voldemortowi, bez niego:nie ma szans. Ponadto gdyby rodzice pokazywali wobec niej uczucie,moze nigdy nie musiałaby dołączać do skierciozercow.
    Świetny rozdział,dużo tłumaczył, ale nie wszytsko, duzi pokomplikował, a dylematy moralne... trudne do rozwiązania :(. Podoba mi się tez,ze pokazujesz, ze Sabrine nie jest tak twarda,za jaka chciałaby uchodzić i ze nawet w najprostszych opisach (kuchnia) nie zapominasz o magii.
    Pozdrawiam :)
    niezaleznosc-hp.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałam właśnie napisać coś, co rozjaśniłoby pewne sprawy, ale jednocześnie nie chciałam tłumaczyć od razu wszystkiego. Cieszę się, że mi się udało :)
    Dziękuję za komentarz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurdę, naprawdę Dorian wygryzł mi Voldzia? XD

      Usuń
    2. No cóż no, tak wyszło XD

      Usuń
    3. Voldek niech kopnie w kalendarz czy coś. Sabrine i Dorian górą! ^^

      Usuń
    4. Voldek ma Was na oku ^^ spodziewajcie się zielonego błysku :D

      Usuń
  6. Wróciłam wczoraj z marszu (był najprawdziwszy sztos, oczywiście szłam w marszu "narodowców", tak dodam, żeby ktoś nie pomyślał, że jakiś KOD albo inni kłamcy), w pociągu zobaczyłam, że dodałaś rozdział.
    Piszesz, że na zdjęciu w "Proroku" Sabrine zobaczyła latające dynie, które okazały się ludzkimi głowami. Ale te głowy zostały transmutowane w dynie? Czy jak? Ludzkiej głowie (nawet ogolonej na łyso) daleko do dyni, wydaje mi się, że Sabrine potrzebuje okularów.
    Widzę, że inni nade mną już szipuję Sabrine z Dorianem, ale ja absolutnie nie. Teraz widzę w nich totalnych przyjaciół, ba, nawet rodzeństwo. Gdyby mieli być razem, to byłoby za proste, za to ja jestem cholernie ciekawa, jak połączysz dupę z Voldkiem, bo póki co nie widać zainteresowania ani u jednej, ani u drugiej strony. Wolę wyzwania. XD
    Zastanawiam się, czy to pragnienie władzy jako takiej (albo raczej potęgi) u Sabrine nie bierze się z tego, że była tą czarną owcą w rodzinie, a teraz chce się odegrać, pokazać, że potrafi i jest warta dużo więcej. Może nie zabiera się za to jak dojrzała, odpowiedzialna czarownica, wybrała najprostszą drogę (na złość mamie odmrożę sobie uszy i wstąpię w szeregi śmierciożerców, bo tak), ale jednak.
    O, i niemal przewidziałam przyszłość, bo kolejny akapit jest o jej matce. No to Sabrine zrobiła sobie z niej heheszki, chociaż nie do końca, bo tak naprawdę Mroczny Znak spokojnie sobie dochodzi po niedawnym naznaczeniu. Powiem szczerze, że kiedy jej matka zaczęła płakać, a Sabrine tak zdębiała, też zrobiło mi się jakoś tak dziwnie, ale po tym wybuchu Grichowej znielubiłam ją jeszcze bardziej. I po współczuciu nie ma już śladu. Jak można tak powiedzieć swojemu dziecku. Rozumiem, że faktycznie może sobie nie radzić z tym, że Sabrine jest "trudna", ale można to ująć jakoś delikatniej od "ty się stałaś". I jeszcze tak pokazywać paluchem?
    To naciskanie matki Sabrine przypomina mi już (poza oczywistym graniem na emocjach) przymuszanie podobne do przymuszania śmierciożerców, babka nie powinna tego robić, ale niestety takie zachowanie jest częste u zdesperowanych rodziców, którzy myślą, że skoro mają władzę, to przymuszą dziecko i to będzie im za to wdzięczne. W pewnych sprawach tak, ale nie w sprawach poglądów. I po prostu nie potrafię ogarnąć, dlaczego Grichowa jest taka zatwardziała, pod tym zachowaniem musi się kryć albo jakaś tajemnica, o której Sabrine jeszcze nie wie, albo głupota, inaczej nie mogę tego sobie wytłumaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo podoba mi się opis lasu z tego wspomnienia (musiałam sobie zeskrolować dalej i sprawdzić - tak, to Dumbledore to obczajał; meh, jak nie potrafię żyć bez spoilerowania sobie wszystkiego, co się da - przez ostatnie miesiące buszowałam w internetach, żeby wyczaić możliwe kompilacje, kto zginie w TWD, zgadłam Glenna, ale Abraham był dla mnie tak kurewskim zaskoczeniem, że nie mogłam się ogarnąć długo po zobaczeniu tego), super realistycznie wypadło to przedzieranie się postaci. Masz literówkę przy "rośliny posiadały" - masz "t" na końcu, jeszcze wcześniej rzuciła mi się w oczy zeżarta spacja po pauzie w dialogu z matką, ale nie będę takich pierdółek wypisywać, szkoda zawracać głowę, przy betowaniu sama zobaczysz, bo w sumie niewiele masz do poprawy.
    Kiedy centaur wspomniał o łączeniu spraw ludzkich z "centaurzymi" (wut?), moja dyslektyczno-dopowiadająca strona mózgu od razu coś przekręciła i zinterpretowało mi się, że centaur nie jest za łączeniem gatunku ludzkiego i centaurów. [*] Z jednej strony nie znoszę tej dysleksji, bo wychodzą takie cuda, ale z drugiej dzięki temu przychodzą mi do głowy pomysły i już wiem, co w DLR będzie chciał zrobić Voldek. :VVVVVVVVVV
    Dumbledore nie rozmawiał zbyt ostrożnie z tym centaurem. Co on sobie wyobraża, że centaury nie potrafią przeżyć bez pomocy czarodziejów? Wydaje mi się, że w takich czasach starożytnych (poza cywilizacjami pokroju Egiptu, Grecji), kiedy nasi przodkowie ubierali się w skóry i byli uznawani za dzikusów, nie istniało Ministerstwo Magii, które utrzymywało wszystkie magiczne stwory w tajemnicy. Ludzie jakoś sobie radzili, niektórzy w nie wierzyli, inni nie, ale dokładnie tak, jak teraz - jedni wierzą w Wielką Stopę i teorie spiskowe, inni nie, a Dumbledore wyjeżdża z takim frazesem. Powiem więcej (teraz ja pojadę teorią spiskową): zaleciał mi w swojej ignorancji Ronem. I chyba coś w tym musi być, bo w internetach szaleje teoria, że Dumbledore jest cofniętym w czasie Ronem. XDDDD
    Kurcze, w momencie, kiedy Dumbledore pomyślał o tym, jakie wróżbiarstwo jest bezużyteczne, jak zajebiście by wyszło, gdyby jeszcze dodał, że mimo że uważa wróżbiarstwo za bzdety i inne pierdoły, są w takiej sytuacji, że warto byłoby chwycić się wszystkiego (nawet tych fusów i gwiazd), żeby tylko wygrać. Chociaż z drugiej strony może tak uważa, w końcu po coś przyszedł do tego centaura, ale nie chciał tego przyznać nawet przed sobą?
    Ach, czyli Dumbledore ma na głowie nie tylko przepowiednię z Potterami, ale i drugą, a teraz próbuje poukładać te puzzle. Fajnie, że wymyśliłaś treść przepowiedni, ja sama jeszcze nigdy się w to nie bawiłam, bo zawsze wydaje mi się, że poezja jest taka... no, nie jestem fanką, a jej tworzenia to już kompletnie, więc tym bardziej podziwiam, kiedy ktoś się za to bierze. A z przepowiedniami jest ten jeden problem, że bardzo łatwo zrobić z niej taki przymus dla fabuły i trzeba się namęczyć, żeby nie wyszło "nie wiem, jak zrobić, żeby było dobrze, to jebnę sobie przepowiednię i już". Będę śledzić i podziwiać. XD
    No, czyli jednak chodziło o tajemnicę (przepowiednię), o której - zakładam - Sabrine nie wie, stąd taki zapał Grichowej, żeby przeciągnąć córkę na stronę Zakonu. To dobrze, tak mi gdzieś w środku siedziało (już przeczytałam w opisie opka, że chodzi o przepowiednię, ale zazwyczaj bywa tak, że nikt z głównych bohaterów o niej nie wie, dopóki nie zaczyna się spełniać, co faktycznie jest niezgodne ze słowami Dumbledore'a i kanonu - dopóki ktoś nie zabierze się za realizację słów przepowiedni, ta się nie spełni), że zachowanie rodziny Sabrine po prostu NIE MOŻE być takie złe z dupy. Oni po prostu nie radzą sobie z ciężarem.
    Czekam na kolejny rozdział, będę sobie wchodzić i patrzeć, jak procenty sobie rosną. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to ja też nienawidzę pisać przepowiedni xD nawet próbowałam ją ominąć, ale dziwnie to by wyglądało, więc postanowiłam coś sklecić. Nawet nie wiesz, jak długo nad nią myślałam, żeby wpasowała mi się do fabuły. Nigdy więcej brrr
      Jak miło, że chociaż jeden człowiek nie łączy tej dwójki xD Chociaż to mogłoby być dużo prostsze niż połączenie Sabrine z Voldkiem. Nie. To by było sto razy łatwiejsze. Ale i tak z Voldzia nie zrezygnuje ^^
      Też czytałam tę teorię z Ronem xD Ja bym czegoś takiego nie wymyślila xD
      Dziękuję za komentarze. Też czekam na kalejny rozdział na DLR xD

      Usuń
  8. Hej, hej!
    Dawno mnie u ciebie nie było, ale teraz jestem po nadrobieniu wszystkich zaległych rozdziałów i powiem ci, że ta historia się nieźle rozkręca.
    Tak, tak spodziewam się zielonego błysku, ale stanowczo shipuję Doriana i Sabrine <3
    Niech Voldek kopnie w kalendarz czy coś :D
    Rozdział jest świetny, szczególnie, że bardzo podobają mi się twoje przepowiednie. Mam na myśli fakt, że są wierszowane, mają jakiś sens i nie są jakoś bardzo oczywiste.
    Tak w ogóle świetny szablon :D O wiele bardziej mi pasuje do tej historii. Właściwie nie wiem czemu.
    Pozdrawiam i czekam na więcej
    Kot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za komentarz :) Stęskniłam się za Tobą :D Cieszę się, że przepowiednie mi się udały, bo szczerze się ich obawiałam. Szablon też mi bardziej pasuje. Wcześniejszy był jakoś taki gryfoński xD
      Pozdrawiam!
      E.M.S.

      Usuń
    2. Racja, plus ten jest bardziej mroczny i tajemniczy.

      Usuń
  9. Witaj!
    Rozdział wspaniały. Jak wszystkie poprzednie, z resztą. Oby Sabrine wiedziała co robi :) A Dumbledore.., niech trafi do piekła. Na początku lubiłam tą postać ale z biegiem czasu zraził mnie do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo XDD Aż się boję, co ja z nim zrobię u siebie, pod wpływam bloga autorki XD

      Usuń
    2. Dziękuję serdecznie! Biedny Drops :/ przeze mnie go nikt nie lubi xD

      Usuń
    3. Droga Oswin Oswald, możesz go nawet powiesić przed bramą Hogwartu, żeby go sowy przeczesały.. :P
      P. S. Kiedy kolejny rozdział.? Czekam z niecierpliwością :)

      Usuń
    4. Może uda mi się dodać w weekend ten albo przyszły. Ostatnio w ogóle nie mam czasu pisać :( właściwie to ostatnuo na nic nie mam czasu Xd
      PS Podoba mi się Tw pomysł z tym wieszaniem Xd

      Usuń
  10. Hej :)
    Przepraszam, że tak późno przybyłam tutaj z komentarzem ;). Żałuję, że wcześniej nie zagłębiłam się w twojego blog, ponieważ jest on na mistrzowskim poziomie. Z takim talentem możesz spokojnie napisać dobrą książkę. Twoje opisy oraz przedstawione sytuacje były w tak doskonały sposób przedstawione, że czułam się poboczną bohaterką opowiadania (dobra, poza tym momentem w toalecie i latającymi głowami) ;)
    Czekam na dalsze przygody Sabrine ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  11. Coś mi nie idzie. Miałam naskrobać kilka stron, ale oczywiście zajęłam się robieniem cosiów w gimpie xd

    OdpowiedzUsuń
  12. No, coś faktycznie Ci nie idzie, ja już pocisnęłam z rozdziałem, a tu dalej 20%. ;_;
    http://dark-love-riddle.blog.onet.pl/2016/11/10/103-rady-wzorowej-zony/

    OdpowiedzUsuń
  13. Czyli to Sabrine jest dzieckiem z przepowiedni.
    Teraz mogę trochę zrozumieć dlaczego zaplanowali jej życie. Może w ten sposób chcieli doprowadzić do tego, żeby przepowiednia się nie spełniła.

    Jestem ciekawa jak się wszystko dalej rozwinie
    więc czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cześć.
    W zasadzie to nie mam żadnych konkretnych słów na swoje usprawiedliwienie. Po prostu wybacz mi proszę moją długą nieobecność, ale ostatnio musiałam sobie poukładać kilka ważnych spraw w życiu.
    Mimo wszystko już jestem i zabieram się za komentarz. :)
    Z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej wciągam się w Twoje opowiadanie, dlatego bardzo żałuję, że tak rzadko dodajesz rozdziały. Oczywiście rozumiem, że istnieje życie prywatne, mam podobnie. :D
    Dumbledore powinien chyba troszkę pokorniej podejść do rozmowy z centaurem. Ja na jego miejscu nie traktowałabym tych stworzeń z taką ignorancją, za duży respekt.
    Sabrine... Nie wiem, czemu, ale ja nie mogę jakoś jej strawić. Coś mi w niej cały czas nie pasuje. Muszę jeszcze tylko dojść do tego, co to takiego.
    Wracając do Albusa... Jeju, całe życie żyję w ogromnej sympatii i szacunku do niego, a Ty z niego robisz taką okropną osobę, uch. Dobrze, że potrafię sobie w głowie oddzielić prawdziwego Dumbledore'a od Twojego. :D
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział, bo już coś dawno nie było. Jeśli wena Cię opuściła, to życzę Ci jej ogromnego potopu, oby wróciła! <3
    Pozdrawiam i Wesołych Świąt!
    PS. Mi się w końcu udało opublikować, zapraszam. :D
    for-one-more-chance.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Dumbledore'a to specjalnie zrobiłam go tak niepokotnego :P Wsxystko wyjaśni się w swoim czasie i mam nadzieję, że wówczas zrozumiecie jego zachowanie.
      Tak szczerze to też nie lubie sabrine xD w sumie nie ma konkretnego powodu. Po prostu tak jest :D
      Dziekuję, że znalazłaś czas na skomentowanie. Pustka na moim blogu nie jest spowodowana brakiem weny, bo nie uznaję czegoś takiego :P Po prostu nie mam czasu nic napisać i czekałam na przerwe świąteczną, która niestety okazała się masakrą. Jestem w totalnym dołku i mam ochote spać, jeść i nic nie robić. Postaram się jednak dzisiaj coś naskrobać.
      Poxdrawiam

      Usuń
  15. Ja tu tylko na chwilę, żeby napisać, że masz przecudowny szablon!
    Za niedługo wpadnę, by przeczytać rozdział. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Czekam z niecierpliwością :)

      Usuń
    2. Przeglądając szybko komentarze zauważyłam, że nie tylko ja shipuję Doriana i Sabrine. :D Tak przy okazji: Czy dobierając imię "Dorian" inspirowałaś się "Portretem Doriana Graya", czy to raczej przypadek?
      Rozdział bardzo fajny, poprzedni z resztą też. :P
      Kto by pomyślał, że rodzice Sabrine nieświadomie, próbując ją chronić, przyczynią się do realizacji przepowiedni. Tak w ogóle, świetnie ją ułożyłaś (przepowiednię, a nawet dwie). Brzmią tajemniczo, ale są zrozumiałe.
      Z poprzedniego rozdziału wynika, że w Voldziu się coś ruszyło, ciekawe tylko co. Mamy się bać? ;p I jeszcze to małżeństwo. Domyślam się, że Sabrine się z niego jakoś wywinie. Ja tam proponuję zniszczyć Feliksa! (Albo niech się dziewczyna hajtnie z Dorianem, będzie miała spokój, a czytelnicy będą zadowoleni. :D)
      Podoba mi się Twoja kreacja Dumbledore'a. Nie mogłabym znieść opowiadania, gdzie pan Dropsik jest zły, a właściwie to nikt nie wie dlaczego, nawet on sam (bo w sumie nie ma żadnego powodu...)
      Czekam na następny rozdział! Weny. :)

      Usuń
    3. Całkowity przypadek xd
      Bójcie się xd i pamietętajcie, że czytacie na własną odpowiedzialność, nie odpowiadam za urazy psychiczne xD
      Bardzo dziękuję za komentarz!

      Usuń
  16. Człowieku, wiesz, że początek grudnia nie jest w styczniu? XD Kiedy. Rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... ja mam inny kalendarz xD u mnie dopiero listopad!
      A tak serio to chyba w niedziele :P

      Usuń
    2. Ta niedziela to już dwa dni temu minęła. XD

      Usuń
    3. Skądże dopiero za 5 dni bedzie xD

      Usuń
    4. To ja trzymam za słowo :P

      Usuń
  17. Łooo, zastanawiam się, co to będzie za scena...

    OdpowiedzUsuń
  18. No to teraz czekanie w niecierpliwości pozostaje...

    OdpowiedzUsuń
  19. Chyba żyjemy w świecie gdzie "wtorek" występuje raz na miesiąc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mowilam ze mam inny kalendarz. A tak serio nie przewidzialam ze przygotowanie 18stki tak mnie pochlonie :P

      Usuń
    2. W takim razie wszystkiego najlepszego ^^

      Usuń
  20. Nie, nie nie.
    Sabrine nie zgodzi się na zaaranżowane małżeństwo.
    Nigdy!
    Dlaczego nie widziałam wcześniej nowych rozdziałów xd !?! #pytanieretoryczne#gapiostwoMao#
    Moja reakcja to:♥♥♥♥♥♥♥♥♥♡♥♡♥♡♥♡♡♡♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
    Przypomnialam sobie czym było dla mnie to opowiadanie xD
    A tak mniej romantycznie - zawsze lubiłlubilam wszelkie opo o Tomie, niestety mało takich znalazlam wśród polskich blogow, a pasujacych do mojej wizji jeszcze mniej. W końcu się zbuntuję i sama zacznę o nim pisać xd
    Mnie Dumbledore czasem irytuje. A jeszcze bardziej to, jak inni uważają go za świętego, tylko dlatego, że broni akurat taką grupę ludzi. Owszem, to dobrze, że ujmuje się za bezbronnymi mugolami i dysktyminowanymi mugolakami, ale jest tylko czlowiekiem i jak kazdy - robi błędy. A ze względu na swoje potężne umiejetnosci - są większe niz zwyklych ludzi. Irytuje mnie wlasnie takie podejście, jakie przedstawiła mama Sabriny czyli że - nie popierasz D. id razu jesteś smierciozerca.
    W końcu Sabrine ma prawo go nie darzyc sympatią.
    (Tylko może nie od razu zabijać. ..)
    Jakoś się nie mogę wyslowic. pisalam już jak oceniam rozdział?
    ♥♥♥♥♥/5
    +1♥ za opis wspomnień poczciwego D. :-D
    Nie będę już dziś więcej slodzic, żebyś od tego cukru nie musiała iść plukanie żołądka xd
    Ale co ja poradzę, że proporcje czasem się mnie nie chcą trzymac xd ( #tak#bardzo#po#polsku# xd )
    Do następnego! :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Ja uwielbiam opki o Tomie xD ale juz chyba przeczytalam wszystkie jakie sa :( wiec sie zbuntowalam i zaczelam pisac wlasne xd
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Mam ten sam problem xD ale póki co jest jeszcze twoje :-D

      Usuń